Każdy, kto miał do czynienia z konopiami indyjskimi, prawdopodobnie zna to uczucie. Sesja dobiegła końca, nastrój jest wspaniały, a myśli swobodnie płyną. I nagle, znikąd, pojawia się on – potężny, niemal pierwotny głód. Lodówka, która jeszcze godzinę temu świeciła pustkami, teraz wydaje się Ziemią Obiecaną pełną kulinarnych skarbów. To zjawisko, pieszczotliwie nazywane „gastrofazą”, jest równie ikoniczne co sam psychoaktywny efekt marihuany. Ale czym właściwie jest i dlaczego zamienia nas w kulinarnych poszukiwaczy przygód? Czas rozłożyć ten temat na czynniki pierwsze.